MIŁOŚĆ NIEJEDNO MA IMIĘ !

  Jakiś już czas temu,dotarła do nas wiadomość o śmierci nieodżałowanego ks.Palecznego,który organizował życie bezdomnych w naszym kraju(Warszawa),żywiąc ich,odziewając,udzielając dachu nad głową,opiekując;dając imcałego siebie.Tak się złożyło,że Jego prawą ręką,jeszcze w początkach działalności,gdy trzeba było negocjowaćz policją,osłaniać bezdomnych własną piersią,przed usunięciem z Warszawskiego Głównego Dworca,gdzie się chronili w największe mrozy,była członkini naszej grupy Pro-Life,dziś,także już nieżyjąca,Wanda Harmon.

  Jak na dziś,wolentariusze Pro-Life św.Wincentego a P.,kontynuują swe wysiłki o poszanowanie godności,ocale-nie,ludzkiego życia od „rozpłynięcia się w morzu alkocholu”...!Starają się poznać problemy bezdomnych,każdegoz  nich indywidualnie,z osobna i w miarę swych możliwości wychodzić im na przeciw.Każdy przypadek jest inny.Co poniektórzy trwają w nałogu od wielu już lat.Inni zaś,znaleźli się na ulicy całkiem niedawno.Ci ostatni,najlepiej rokują.choć i nie zawsze tak bywa.Agata zajęła się Darkiem,nawet wzięła pod swój dach,znalazła pracę.....I stanął na nogi!Dziś,ów zły czas jest dlań już tylko wspomnieniem,ale i też cennym doświadczeniem,także!Wcześniej,pastor J.Ch.Steiner wyciągnął z trzęsawiska Janusza”Strażaka”i odesłsł do kraju,na łono rodziny!Eryka,przekonała w końcu Antoniego,byłego księdza,do powrotu...,ale ile Ją to kosztowało samozaparcia,poświęcenia,to tylko sam Bóg raczy wiedzieć!Poszukiwała Go,nastawała w dzień,nocy;noclegowni,ulicy.Odnalazłarodzinę,towarzyszyła aż do odlotu.aby się czasem nie”urwał,wyparował”! Jej też sukcesem,jest wyrzucona przez chłopaka” na ulicę Magda,polonistka,nie stroniąca bynajmniej od alcoholu! Znalazła Jej pracę w restauracji,lokum.I dziewczyna się ustatkowała! Dziś,jest szcześliwą żoną,matką...Ale też,nie odbyło się bez częstych inter-wencji,przywoływania do porządku,trzymania mocno w garści,gdy probowała się wyrwać spod kontroli iznów”pójść w tangó”.Eryka,wciąż na posterunku:”na telefonie” i „w rozjeździe”...Jest sercem i natchnieniem grupy i nie tylko !Ileż to razy,patrolując zakątki,ciemne zaułki Greenpointu,Williamsburga wynajdowywałabezdomnych na pograniczu już zamarznięcia?Znając biegle j.angielski,przezswekontaktyzorganizacją”CommonGround”,zahotelowała:Ludmiłę,Krzysztofa,Jurka,Jana,Tadeusza.Dociera do odpowiednich władz,załatwia sprawy,którym w ”normalnym trubie”,by nikt nie podołał!W Jej spectrum działania są dzieci z nowotworami,wszelkiego rodzajuinwalidzi,a ta”lista”jest jeszcze długa....Jest zastanawiającą rzeczą,sumując doświadczenia z ubiegłych lat,po dziś,że ilekroć przybywał ktoś z kraju wposzukiwaniu”zagubionej owcy”,matka,siostra,żona,mąż,brat;tylekroć wracali już razem!!Choć nie obywałotosię bez ucieczek,powrotów.....by jednak w końcu....! Miłość jest mocą jak para,czy elektryczność...,nie skutkiema przyczyną !Wydarzeniem bez precedensu,jest historia Darka z przed lat..!W ruinach domu(Williamsburg),schroniło się kilku bezdomnych,przed przemującym do szpiku kości zimnem.Jeden z nich,starszy już wiekiem murzyn,zdjął w pewnym momencie z siebie ciepłą kurtkę i otulił w nią Darka z czego ten,będąc przymroczonyalkoholem,nie zdawał sobie w pełni sprawy!Tamten zamarzł,Darek przeżył !!!Wspomnienie tego faktu,gdy dalej, jeszcze trwał w nałogu,wciaż powracało,nie dawało spokoju,nie ustępowało,opanowało na wskroć,trzymało w uścisku.Mówił o tym i mówił wszystkim dookoła.Było większeniżJegopicie,niż on sam!W końcu,przemieniło Go;zaowocowało powrotem  na ścieżki życia,do kraju!Miłość większa niż życie,dająca,przywracająca życie!Zima minęła szczęsliwie,nikt nie zamarzł!Aktualnie,wysiłek wolentariuszy z Grupy Pro-life św.W.a’Paulo sku-pia się na pomocy,umożliwieniu,bodaj,co poniektórym z podopiecznych,w ich powrocie do ojczyzny,złączeniuz najblizszymi!Dzięki pomocy PS.F.C.U.,wyremontowaliśmy niewielkie pomieszczenie przy kościele św.St.Kostki w Greenpoint,aby usiąść i porozmawiać o nurtujących problemach,na luzie,przy kawie,posileniu się;prze-brać,oprać się,zapisać do kąpieli..... i nie tylko!Ktoś z naszych,w końcu,po wielkich tarapatach i trudnościach,zainstalował się w pobliskim schronisku dla bezdomnych przy Skilmann ave,gdzie znajdują się także nasi podopieczni,aby im dopomagać w ich powrocie do normalności,wyrwania się z pęt nałogu;zająć się ich sprawami...Swego czasu,nasz prezes M.Miller,bedąc w kraju,nawiązał konta-kty z organizacją”Barka”,w kraju,by powracającym dopomagaćw stawianiu pierwszych kroków,po wielu już często latach nieobecności!Współpracuje z nami Polski Konsulat w N.Y.,wystawiając paszporty,pokrywając opłatę za przelot.Jak już wspomniałem na początku,kilku z naszych wróciło do kraju.Nie tak dawno,”pofrunął” Wiesław G.Potrzeba nam wielu wolentariuszy,aby skuteczniej pracować na tym naszym"Poletku Pana Boga". To tyle......!

Grupa Pro-Life św.Wincentego a’Paulo;info:Jan 718 389 7785

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

Jak na dziś,wolentariusze Pro-Life św.Wincentego a P.,kontynuują swe wysiłki o poszanowanie godności,ocalenie,ludzkiego życia od „rozpłynięcia się w morzu alkocholu”...!Starają się poznać problemy bezdomnych,każdegoz  nich indywidualnie,z osobna i w miarę swych możliwości wychodzić im na przeciw.Każdy przypadek jest inny.Co poniektórzy trwają w nałogu od wielu już lat.Inni zaś,znaleźli się na ulicy całkiem niedawno.Ci ostatni,najle-piej rokują.choć i nie zawsze tak bywa.Agata zajęła się Darkiem,nawet wzięła pod swój dach,znalazła pracę.....I stanął na nogi!Dziś,ów zły czas jest dlań już tylko wspomnieniem,ale i też cennym doświadczeniem,także!

Wcześniej,pastor J.Ch.Steiner wyciągnął z trzęsawiska Janusza”Strażaka”i odesłsł do kraju,na łono rodziny!

Eryka,przekonała w końcu Antoniego,byłego księdza,do powrotu...,ale ile Ją to kosztowało samozaparcia,poś-

więcenia,to tylko sam Bóg raczy wiedzieć!Poszukiwała Go,nastawała w dzień,nocy;noclegowni,ulicy.Odnalazła

rodzinę,towarzyszyła aż do odlotu.aby się czasem nie”urwał,wyparował”! Jej też sukcesem,jest wyrzucona przez

„chłopaka” na ulicę Magda,polonistka,nie stroniąca bynajmniej od alcoholu! Znalazła Jej pracę w restauracji,lo-

kum.I dziewczyna się ustatkowała! Dziś,jest szcześliwą żoną,matką...Ale też,nie odbyło się bez częstych inter-

wencji,przywoływania do porządku,trzymania mocno w garści,gdy probowała się wyrwać spod kontroli i

znów”pójść w tangó”.Eryka,wciąż na posterunku:”na telefonie” i „w rozjeździe”...Jest sercem i natchnieniem

grupy i nie tylko !

Ileż to razy,patrolując zakątki,ciemne zaułki Greenpointu,Williamsburga wynajdowywała bezdomnych na po-

graniczu już zamarznięcia?Znając biegle j.angielski,przez swe kontakty z organizacją”Common Ground”,zaho-

telowała:Ludmiłę,Krzysztofa,Jurka,Jana,Tadeusza.Dociera do odpowiednich władz,załatwia sprawy,którym w ”normalnym trubie”,by nikt nie podołał!W Jej spectrum działania są dzieci z nowotworami,wszelkiego rodzaju

inwalidzi,a ta”lista”jest jeszcze długa....

Jest zastanawiającą rzeczą,sumując doświadczenia z ubiegłych lat,po dziś,że ilekroć przybywał ktoś z kraju w

poszukiwaniu”zagubionej owcy”,matka,siostra,żona,mąż,brat;tylekroć wracali już razem!!Choć nie obywało to

się bez ucieczek,powrotów.....by jednak w końcu....! Miłość jest mocą jak para,czy elektryczność...,nie skutkiem

a przyczyną !Wydarzeniem bez precedensu,jest historia Darka z przed lat..!W ruinach domu(Williamsburg),

schroniło się kilku bezdomnych,przed przemującym do szpiku kości zimnem.Jeden z nich,starszy już wiekiem murzyn,zdjął w pewnym momencie z siebie ciepłą kurtkę i otulił w nią Darka z czego ten,będąc przymroczony

alkoholem,nie zdawał sobie w pełni sprawy!Tamten zamarzł,Darek przeżył !!!

Wspomnienie tego faktu,gdy dalej, jeszcze trwał w nałogu,wciaż powracało,nie dawało spokoju,nie ustępowało,

opanowało na wskroć,trzymało w uścisku.Mówił o tym i mówił wszystkim dookoła.Było większe niż Jego picie,

niż on sam!W końcu,przemieniło Go;zaowocowało powrotem  na ścieżki życia,do kraju!

Miłość większa niż życie,dająca,przywracająca życie!

Zima minęła szczęsliwie,nikt nie zamarzł!Aktualnie,wysiłek wolentariuszy z Grupy Pro-life św.W.a’Paulo sku-

pia się na pomocy,umożliwieniu,bodaj,co poniektórym z podopiecznych,w ich powrocie do ojczyzny,złączeniu

z najblizszymi!Dzięki pomocy P-S. F.C.U.,wyremontowaliśmy niewielkie pomieszczenie przy kościele św.St.

Kostki w Greenpoint,aby usiąść i porozmawiać o nurtujących problemach,na luzie,przy kawie,posileniu się;prze-

brać,oprać się,zapisać do kąpieli..... i nie tylko!

Ktoś z naszych,w końcu,po wielkich tarapatach i trudnościach,zainstalował się w pobliskim schronisku dla bez-

domnych przy Skilmann ave,gdzie znajdują się także nasi podopieczni,aby im dopomagać w ich powrocie do normalności,wyrwania się z pęt nałogu;zająć się ich sprawami...

Swego czasu,nasz prezes M.Miller,bedąc w kraju,nawiązał konta-kty z organizacją”Barka”,w kraju,by powracającym dopomagać

w stawianiu pierwszych kroków,po wielu już często latach nieo-

becności!Współpracuje z nami Polski Konsulat w N.Y.,wystawia-

jąc paszporty,pokrywając opłatę za przelot.Jak już wspomniałem

na początku,kilku z naszych wróciło do kraju.Nie tak dawno,”po-

frunął” Wiesław G.

Potrzeba nam wielu wolentariuszy,aby skuteczniej pracować na

naszym”Poletku Pana Boga”

To tyle..............!

 

Grupa Pro-Life św.Wincentego a’Paulo;info:Jan 718 389 7785

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

Jak na dziś,wolentariusze Pro-Life św.Wincentego a P.,kontynuują swe wysiłki o poszanowanie godności,ocale-

nie,ludzkiego życia od „rozpłynięcia się w morzu alkocholu”...!Starają się poznać problemy bezdomnych,każdego

z  nich indywidualnie,z osobna i w miarę swych możliwości wychodzić im na przeciw.Każdy przypadek jest inny.

Co poniektórzy trwają w nałogu od wielu już lat.Inni zaś,znaleźli się na ulicy całkiem niedawno.Ci ostatni,najle-

piej rokują.choć i nie zawsze tak bywa.Agata zajęła się Darkiem,nawet wzięła pod swój dach,znalazła pracę.....

I stanął na nogi!Dziś,ów zły czas jest dlań już tylko wspomnieniem,ale i też cennym doświadczeniem,także!

Wcześniej,pastor J.Ch.Steiner wyciągnął z trzęsawiska Janusza”Strażaka”i odesłsł do kraju,na łono rodziny!

Eryka,przekonała w końcu Antoniego,byłego księdza,do powrotu...,ale ile Ją to kosztowało samozaparcia,poś-

więcenia,to tylko sam Bóg raczy wiedzieć!Poszukiwała Go,nastawała w dzień,nocy;noclegowni,ulicy.Odnalazła

rodzinę,towarzyszyła aż do odlotu.aby się czasem nie”urwał,wyparował”! Jej też sukcesem,jest wyrzucona przez

„chłopaka” na ulicę Magda,polonistka,nie stroniąca bynajmniej od alcoholu! Znalazła Jej pracę w restauracji,lo-

kum.I dziewczyna się ustatkowała! Dziś,jest szcześliwą żoną,matką...Ale też,nie odbyło się bez częstych inter-

wencji,przywoływania do porządku,trzymania mocno w garści,gdy probowała się wyrwać spod kontroli i

znów”pójść w tangó”.Eryka,wciąż na posterunku:”na telefonie” i „w rozjeździe”...Jest sercem i natchnieniem

grupy i nie tylko !

Ileż to razy,patrolując zakątki,ciemne zaułki Greenpointu,Williamsburga wynajdowywała bezdomnych na po-

graniczu już zamarznięcia?Znając biegle j.angielski,przez swe kontakty z organizacją”Common Ground”,zaho-

telowała:Ludmiłę,Krzysztofa,Jurka,Jana,Tadeusza.Dociera do odpowiednich władz,załatwia sprawy,którym w ”normalnym trubie”,by nikt nie podołał!W Jej spectrum działania są dzieci z nowotworami,wszelkiego rodzaju

inwalidzi,a ta”lista”jest jeszcze długa....

Jest zastanawiającą rzeczą,sumując doświadczenia z ubiegłych lat,po dziś,że ilekroć przybywał ktoś z kraju w

poszukiwaniu”zagubionej owcy”,matka,siostra,żona,mąż,brat;tylekroć wracali już razem!!Choć nie obywało to

się bez ucieczek,powrotów.....by jednak w końcu....! Miłość jest mocą jak para,czy elektryczność...,nie skutkiem

a przyczyną !Wydarzeniem bez precedensu,jest historia Darka z przed lat..!W ruinach domu(Williamsburg),

schroniło się kilku bezdomnych,przed przemującym do szpiku kości zimnem.Jeden z nich,starszy już wiekiem murzyn,zdjął w pewnym momencie z siebie ciepłą kurtkę i otulił w nią Darka z czego ten,będąc przymroczony

alkoholem,nie zdawał sobie w pełni sprawy!Tamten zamarzł,Darek przeżył !!!

Wspomnienie tego faktu,gdy dalej, jeszcze trwał w nałogu,wciaż powracało,nie dawało spokoju,nie ustępowało,

opanowało na wskroć,trzymało w uścisku.Mówił o tym i mówił wszystkim dookoła.Było większe niż Jego picie,

niż on sam!W końcu,przemieniło Go;zaowocowało powrotem  na ścieżki życia,do kraju!

Miłość większa niż życie,dająca,przywracająca życie!

Zima minęła szczęsliwie,nikt nie zamarzł!Aktualnie,wysiłek wolentariuszy z Grupy Pro-life św.W.a’Paulo sku-

pia się na pomocy,umożliwieniu,bodaj,co poniektórym z podopiecznych,w ich powrocie do ojczyzny,złączeniu

z najblizszymi!Dzięki pomocy P-S. F.C.U.,wyremontowaliśmy niewielkie pomieszczenie przy kościele św.St.

Kostki w Greenpoint,aby usiąść i porozmawiać o nurtujących problemach,na luzie,przy kawie,posileniu się;prze-

brać,oprać się,zapisać do kąpieli..... i nie tylko!

Ktoś z naszych,w końcu,po wielkich tarapatach i trudnościach,zainstalował się w pobliskim schronisku dla bez-

domnych przy Skilmann ave,gdzie znajdują się także nasi podopieczni,aby im dopomagać w ich powrocie do normalności,wyrwania się z pęt nałogu;zająć się ich sprawami...

Swego czasu,nasz prezes M.Miller,bedąc w kraju,nawiązał konta-kty z organizacją”Barka”,w kraju,by powracającym dopomagać

w stawianiu pierwszych kroków,po wielu już często latach nieo-

becności!Współpracuje z nami Polski Konsulat w N.Y.,wystawia-

jąc paszporty,pokrywając opłatę za przelot.Jak już wspomniałem

na początku,kilku z naszych wróciło do kraju.Nie tak dawno,”po-

frunął” Wiesław G.

Potrzeba nam wielu wolentariuszy,aby skuteczniej pracować na

naszym”Poletku Pana Boga”

To tyle..............!

 

Grupa Pro-Life św.Wincentego a’Paulo;info:Jan 718 389 7785

 

 

 

 

 

 

  

 

Comments

There have been no comments made on this article. Why not be the first and add your own comment using the form below.

Leave a comment

Commenting is restricted to registered users only. Please register or login now to submit a comment.